Stalowa Wola

Zawody w Stalowej Woli były czwartymi i zarazem ostatnimi w tegorocznym sezonie. Niestety pogoda nam nie dopisala. Co prawda zawody zostaly rozegrane, ale w naszej klasie były to tylko 3 nisko punktowane konkurencje. Pomimo, że wszyscy byliśmy już zmęczeni intensywnym sezonem, nikt nie zamierzał odpuścić. Walczyliśmy przede wszystkim o punkty do rankingu pilotów. Podobnie jak na pierwszych zawodach wystartowałem na szybowcu Pirat.

Pierwsza konkurencja przedstawiała się zgodnie z lokalnymi uwarunkowaniami, trochę drogi nad Annopol, później już cały czas nad lasami do Biłgoraja i z powrotem. W miarę zwarta struktura lasów ciągnię się daleko na południowy-wschód. Latając w weekendy, można zagościć nad zwykle niedostępnymi poligonami artyleryjskimi. Patrząc na leje po pociskach pomyślałem, że w tygodniu lepiej tu nie zbłądzić takim drewnianym Piraciwem. Lot do połowy odbywał się pod całkowitym błękitem, dopiero w okolicach drugiego punktu zwrotnego kominy termiczne uwieńczone były chmurami. Tego dnia lasy dobrze pracowały, co pozwoliło na szybki dolot wzdłuż linii Sanu i zajęcie 3 miejsca.

Druga konkurencja to dobra ilustracja powiedzenia, że lepsze jest wrogiem dobrego. Poczekałem trochę przed przecięciem linii startu, obserwując warunki nad lasami. Ponieważ niebo było całkiem bezchmurne założyłem, że trzeba się trzymać blisko kontrastów terenu. Co więcej, przelatując nisko nad zwartym lasem dobrze mieć blisko jakieś pole lub łąkę, tak dla własnego spokoju. Świetnie zrealizowałem swój pomysł, i na drugim punkcie przegoniłem peleton składający się z lepszych osiągowo szybowców. Tu niestety, upojony własnym pilotażem, zdecydowałem się poszukać noszeń nad zupełnie innym terenem. Zostawiłem pięknie pracujące lasy i postanowiłem wrócić na metę inną trasą. Oczywiście takie kombinowanie szybko skończyło się lądowaniem w polu.

Nadal zły na siebie za takie zachowanie, startowałem do ostatniej konkurencji. Był to jeden z tych dni kiedy człowiek jest już zmęczony, nie chce się latać i myśleć a najgorsze, że nic się nie układa. Pogoda była słaba, jednakże konkurencja obszarowa dawała pewną elastyczność w doborze trasy. Niektórzy zawodnicy doskonale wykorzystali dwa dobrze pracujące szlaki na północy. Pozwoliły one szybko i przyjemnie zaliczyć wszystkie trzy strefy oraz uzyskać wysokość potrzebną by wrócić na lotnisko. Ponieważ z opóźnieniem zdecydowałem się lecieć w kierunku tych szlaków, trafiłem już na innych ich układ. Nie mogłem wykorzystać ich tak efektywnie jak koledzy. Lot w słabszych warunkach zajął mi więcej czasu, więc wracając do lotniska obserwowałem jak pogoda całkiem się kończy. Nagle tak jak ktoś wyciąga wtyczkę z kontaktu, tak zgasły wszystkie kominy termiczne. Dla mnie i grupy zawodników oznaczło to nieplanowane lądowanie w polach tuż przed samym lotniskiem.